OSTATNIA MIŁOŚĆ

Założyłam konto na Facebookowym „datingu” i rozpoczęłam rekrutację, z nadzieją, że któryś z mężczyzn mnie zainspiruje. Od jakiegoś czasu poszukuję inspiracji. Chciałabym się zakochać, ale tak, jak to bywało dawniej. Niestety wciąż się nie udaje. Żadne impulsy nie przechodzą przez moje ciało. Susza w głowie, susza w sercu i susza między nogami. Być może to wesoło galopująca wczesna menopauza wszystko u mnie poprzestawiała. A być może to jakiś rodzaj oświecenia?

Po rozmowach z paroma, dałam się zaprosić przez jednego. Był inny, bo miał czarną skórę. Ale taką naprawdę czarną. Nie brązową i nie czekoladową, tylko czarną, bo jego przodków bardzo piekło afrykańskie słońce. Powiedział, że pochodzi z Nigerii. Umówiłam się z nim z ciekawości. Najpierw mówił o obiedzie, a potem się z tego zrobiło zaproszenie na kawę. Ubrałam długą czarną i czerwone, drewniane korale w góralskim stylu. Podjechał wielką hondą. Kiedy usiadłam na miejscu pasażera spojrzał na mnie z uśmiechem i zapytał czy tę kawę to moglibyśmy jednak wypić u mnie w domu. Zgodziłam się, bo w zasadzie to czemu nie. Kawa z nieznajomym to moja częsta praktyka, zwłaszcza podczas podróży. Zapraszanie do domu obcych, to już praktyka mniej częsta. Raczej to ja jestem tą obcą, która się ładuje komuś w cztery ściany w ramach Couchsurfingu lub Airbnb.

Nieznajomy ucieszył się z pozwolenia i ochoczo pobiegł za mną do domu. Tam dostał herbatę i miejsce siedzące na sofie. Chyba go to zdziwiło i zawiodło. Nie było mu wygodnie, więc zaproponowałam kuchnię, bo stwierdziłam, że skoro już jestem w domu, to zabiorę się za gotowanie obiadu na jutro do pracy.

Przydarzyła mi się ostatnia miłość. Przyszła do mnie dwa lata temu. Potem odeszła, potem znowu przyszła. I tak kilka razy przez te dwa lata. Wstrząsneła mną aż do przebudzenia. Przez te dwa lata zmienił się świat. Bo zmieniło się moje jego postrzeganie. Bo to była ostatnia miłość. Ostatnia w moim życiu. I pierwsza, bo znałam ją już dawniej, kiedy jeszcze mnie tutaj nie było. Od tamtego czasu i od tamtej miłości szukam inspiracji bezskutecznie, ale też nie desperacko. Jest to raczej proces badania siebie samej poprzez wystawianie na doświadczenie. To tak jakby substancję dodawać do innych substancji w oczekiwaniu na reakcję chemiczną. Takie badanie prawie naukowe. Niestety wciąż bez rezultatu.

Mój gość stał w kuchni i parzył jak gotuję. Powiedział, że bardzo lubi to, co widzi, bo to, co widzi lepsze jest w rzeczywistości niż na zdjęciu. Podobało mu się nie tylko moje ciało, które jakimś cudem prześwietlił przez długą czarną, ale i podobało mu się moje gotowanie. Nie wiedziałam, że można tak po prostu zrobić wrażenie będąc ubraną w długą, czarną, bardzo szeroką suknię i mieszając ryż z warzywami na patelni. Dla nieznajomego seksowne było nawet moje segregowanie śmieci. Patrzył jak myję puszki po czerwonej fasolce i wkłądam je do plastikowego pudła na recycling. Od tego gapienia wybrzuszyły się mu spodnie w okolicach rozporka. Dojrzałam to kątem oka kiedy sięgałam po pieprz. Ciekawe, bo kiedyś podobało by mi się to, że się komuś podobam. Ale tamtego dnia stwierdziłam, że interesuje mnie bardziej ryż z warzywami i to, że mi obierki z ziemniaków wykiełkowały w pudle na kompost. Bo wykiekowały! Odkryłam to z samego rana.

Przydarzyła mi się ostatnia miłość. Przyszła do mnie dwa lata temu. Potem odeszła, potem znowu przyszła. I tak kilka razy przez te dwa lata. Wstrząsneła mną aż do przebudzenia. Przez te dwa lata zmienił się świat. Bo zmieniło się moje jego postrzeganie. Doszłam do wniosku, że to, co jest między ludźmi nigdy miłością nie było. Bo to, co jest między ludźmi przypomina jedynie transakcję, opartą na wymianie dóbr i zaspokajaniu głodów. Ty mi coś i ja ci coś, bo jak nie to wrzask i manipulacja. To, co jest między ludźmi i tak pięknie się nazywa symbolizuje metalowa kłódka zawieszona na moście w każdym sławnym mieście. Serio? Kto chciałby taką miłość, której symbolem jest kłódka? To, co jest między ludźmi i tak pięknie się nazywa reprezentuje też walentynkowe, czerwone serce. Ale ono, tak naprawdę, jest odwróconą dupą, czyli symbolem potrzeb.

Mój gość zakończył picie herbaty i z nadzieją w ruchach ręki odłożył pusty kubek na kuchenny blat. Zaproponowałam mu przyjaźń. Myślałam, że to dużo na początek. Niestety powiedział, że on nie praktykuje takiego gówna. Powiedział, że chce iść ze mną na górę, chce pieprzyć się ze mną jak szalony. Ale ja jedynie brew uniosłam zaśmiewając się, bo w końcu niezłe wyszły z tej randki jajca...

Jajca po nigeryjsku! Coż za dodatek do ryżu z warzywami!

Kiedy Nigeryjczyk opuszczał mój dom pomyślałam, że już go kocham. Bo miłość jest stanem istnienia. Jest czymś, co czujesz do wszystkiego i wszystkich kiedy przydarzy ci się ta ostatnia.

230 wyświetleń8 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

ZAKLĘCIE

BENEFICIARZ